|
All the right friends in all the wrong places
Jak jest u mnie Robert, to nie mam kiedy pisać, bo jestem ciągle z nim, a jak Robert wyjechał :( to nie mam kiedy pisać, bo każda chwila przy kompie to rozmowa z Robertem na skype.
Po tym krótkim tłumaczeniu, oto jestem. Chciałam oznajmić, że nie mogę się doczekać aż wreszcie skończę tę idiotyczną uczelnię (mam nadzieję, że to nastąpi). Wszystkim, którzy opowiadają wkoło: "ojej, jakże szybko minęło te pięć lat!", mam ochotę zajebać z liścia. Dla mnie były to najdłuższe, najsmutniejsze, najbeznadziejniejsze i najbardziej zmarnowane lata życia. Pozostaje mi się cieszyć, że zmarnowałam tylko 3,5 roku, a nie całe 5 jak inni. Semestr w Krakowie i rok we Włoszech dały mi więcej niż nawet 20 lat w tej dziurze na wszystkich możliwych fakultetach. Nic się na tych studiach nie nauczyłam i nie nabyłam ani jednej umiejętności. Nic, nic, nic. Ludzie na innych kierunkach piszą teraz jakieś odkrywcze prace wnoszące coś w dziedziny ich nauki, a my przepisujemy książki. Co więcej, większość osób tkwi w przekonaniu, iż piszą coś niezwykle mądrego i jarają się tym niesamowicie, podczas gdy tak naprawdę, takie prace magisterskie jakie pisane są na moim kierunku, spokojnie napisałby gimnazjalista, gdyby mu tylko wyjaśnić zasady tworzenia przypisów. Wiem, że jestem zgorzkniała, bo źle wybrałam studia. Ale to wszystko, co napisałam, to prawda.
W każdym razie promotor powiedział, że ten rozdział, który oddałam przed świętami może być. Nie piał z zachwytu, ale "może być" to dla mnie najlepsza pochwała, bo jak wiadomo, w ogóle nie rozumiem tego rozdziału. W każdym razie jestem na dobrej drodze do rychłego zakończenia tej męki.
|