|
Niesłychane!
To niesłychane i niepojęte, że na ostatnim roku studiów zapisałam idiotycznymi przedmiotami aż trzy strony w indeksie. Jak i również niesłychane i niepojęte jest to, że w piątek mam egzamin z historii Niemiec, chociaż bynajmniej, o ile sobie przypominam, nie wybierałam specjalizacji niemcoznawczej.
Ale za to zaliczyłam wreszcie różnice programowe! Erasmus is oficjalnie over. Chociaż może zanim to napisałam, powinnam była poczekać na magiczny dziekanatowy stempelek.
To, czym teraz żyję, to jednak nie historia Niemiec (jakkolwiek i ona fascynuje mnie niezmiernie), ale fakt, iż pojawiła się Nadzieja... że Robert przyleci za tydzień (konkrektnie w środę)! Na kilka dni co prawda, ale i tak uczepiłam się tej myśli jak wariatka i wkręciłam sobie, że to pewne. A nie jest to w ogóle pewne, bo musiałaby się mu przytrafić seria bardzo fortunnych zdarzeń. Oczywiście mam na myśli egzaminy, bo tam we Włoszech to nigdy do końca nie wiadomo co, gdzie, jak i przede wszystkim kiedy. Ale ważne jest to, że taka możliwość JEST i dzięki temu właśnie mam jeszcze w ogóle siłę walczyć i uczyć się, chociaż z czego tam można brać 3 bez egzaminu, to biorę. Swoją drogą, nie jestem pewna czy nie będę miała przypadkiem 3 na dyplomie, co wydaje mi się mega niesprawiedliwe, bo wszystkie erasmusowe oceny przeliczyli mi na tróje. Ale nic to - Robert przyjeżdża za 9 dni!!!!!
|